Po dosyć burzliwej zasiadce z 11 czerwca kolejną zasiadkę zaplanowaliśmy na 18 czerwca. Wybraliśmy się we trzech tj. Grześ Leszek i Marek zaprzyjaźniony z klubem kolega, który odnosi sukcesy karpiowe i pewnie niedługo zasili szeregi klubu.
Na łowisko pierwszy przybył Gregor, potem Leszek. Niestety upatrzone miejsce było zajęte przez innych wędkarzy, cierpliwie poczekaliśmy aż zakończą wędkowanie i wtedy mogliśmy już założyć swoje obozowisko.
Po zarzuceniu zestawów wypiliśmy świeżą kawę i rozpoczęliśmy rozważania na tematy oczywiście wędkarskie razem z innym kolegą wędkarzem, który obok nas wędkował.
Około 21 dotarł Marek i rozłożył swoje zestawy. Pogoda była trochę wietrzna dzięki temu komary tak bardzo nie dokuczały.
Na pierwsze branie czekaliśmy gdzieś do godziny 22.20 kiedy to u Gregora rozpoczął się potężny odjazd i była to właśnie pierwsza wyciągnięta ryba tego wieczoru która ważyła 5,9 kg.
Kolejne branie pojawiło się na moich wędkach, ładny odjazd ale niestety po podcięciu ryba chwilę i się spięła - pewnie nie chciała tego wieczoru robić sobie zdjęć.
Kolejne dwie ryby wyholował Marek w okolicach 24 godziny i 1 już 19 czerwca.
Druga ryba, którą wyholował była największą rybą tej zasiadki i ważyła 9,6 kg.
W końcu kolej przyszła na mnie na wyciągnięcie ryby, w ciągu 10 minut na tą samą wędkę wyciągnąłem 2 karpie - niestety niewielkie bo w przedziale 2 -3 kg.
No i na zakończenie na kijach Gregora rozpoczął się największy odjazd, który wyłonił rybę o wadze 7,90 kg.
Możemy powiedzieć, że ta zasiadka należy do udanych każdy wyholował po dwie ryby więc każdy poczuł te emocje na które czekaliśmy. Dwie rzeczy niestety były męczące podczas tej zasiadki a mianowicie komary, które najbardziej dały się we znaki o świcie oraz spory deszcz, który nas zastał podczas pakowania się rano.